Tuesday, March 03, 2026

Niko Karlsson


Niko Karlsson
Two Moons for Eyes
Sloow Tapes - CS 50


The sweet night thickens like boiling jam. Two muted moons transmute into silent eyes, its rays glowing through different stages of reality. A path through haze unfolds as Niko Karlsson's gentle guitar unfolds like a twisted flower and recedes back into invisibility under a shower of fern's seeds. Edition of 70 copies.

Mniej znaczy więcej” powiedzenie, aforyzm, który zna każdy z nas. Słyszymy go dosłownie wszędzie i o każdej porze dnia, nocy. A i dotyczy zarówno wielu aspektów naszego życia personalnego, jak i działań artystycznych, czegokolwiek. Interpretacji jest wiele. Będąc w strefie dźwiękowej nie możemy tego bezpośrednio łączyć czy nazwać minimalizmem, chociaż pewne powiązania czy podobieństwa występują. Nieważne. Osobiście, pojawienie się najnowszej taśmy Niko Karlssona samoczynnie wpasowało się w ramy powyższego motto.
Aktywny od wielu lat, ale stroniący od bezpośredniego wyjścia na światło, Niko stanowi „niewidzialną” część doskonałej, fińskiej sceny folk/psych/drone. Przez niektórych nazywanej też: forest czy avant folk. Jego udział słyszalny jest na płytach Lau Nau, Kiila, Brelo, Navigations, Altaat… W odsłonie solowej i na przestrzeni czasu Two moons for Eyes jest zaledwie, albo aż (w zależności od punktu widzenia) szóstym tytułem (licząc split Lp z Topiasem Tiheasalo) sygnowanym własnym imieniem i nazwiskiem. Chociaż tutaj warto dodać, że przy okazji wydawania jednej z poprzednich taśmy Its Own Phantom sam muzyk zaproponował, aby ukazała się ona anonimowo.
Co zawsze i natychmiast przykuwa uwagę potencjalnego słuchacza to jego hipnotyczna gra na rozmaitych instrumentach strunowych: banjo, kantele, smyczkowe, a w szczególności gitara akustyczna grana techniką fingerpicking. Jego pierwsza propozycja solowa Illan Aurinko Aamun Kuu została bardziej osadzona w rejonach american primitive, to był to dopiero początek, zwiastun nadchodzącej podróży, która dopiero się „rozpoczęła”. Two moons for Eyes zdaje się być zwieńczeniem, a może kolejnym etapem rozpoczętym na wspomnianym Its Own Phantom i kontynuowanym na Burning With Gold. Oba tytuły dosłownie wchodzą w pogłębiający się atawistyczny cień. Rozszerzeniu ulega paleta brzmieniowa dzięki wykorzystaniu gongów, przeróżnych talerzy perkusyjnych i perkusjonaliów. Dochodzi powściągliwa, preparowana elektronika kreująca dodatkowe wymiary, do tej pory czekające na swoje odkrycie.
Two Moons For Eyes zaskakuje wibracją od pierwszych sekund. Transmisja z miejsca, czy wymiaru, którego lokalizacja jest znana tylko samemu wykonawcy. Czarna dziura, materia w której wszystko się kończy, ale i co najważniejsze zaczyna. Brak czasu i jego trywialnego postrzegania. Odwieczna wibracja powstająca ze swobodnie wygrywanych figur gitary akustycznej, ich konfiguracje powoli umiejscowione w przestrzeni wybrzmiewają bez pośpiechu. Najważniejszy jest ich wydźwięk, rezonans pozostawiający smugi niepokojącego akustycznego dronu. Niko dozuje kolejne uderzenia strun w oczekiwaniu na ożywający w tle feedback, który staje się jego odbiciem, partnerem w grze.
Niekiedy pochody gitary zatrzymują się nagle, jak niedopowiedziane, w połowie przerwane zdania, oczekując odpowiedzi, która nadchodzi w momencie ponownego uderzenia w struny.
Materiał w całości jest fantastycznie nagrany, zrealizowany. Brak tu jakiejś hi-tech produkcji, ale poszczególne elementy tej taśmy są idealnie umiejscowione w miksie, posiadając swoje miejsce w tej przestrzeni, ożywając w niej, doprowadzając do interakcji kreującej ten ekstra animistyczny wymiar. Wspomniane wcześniej rozszerzone instrumentarium, w fachowych rękach wypełnia, uzupełnia, dodaje dodatkowego kolorytu całości. Uderzane, potraktowane smyczkiem perkusjonalia wybrzmiewają, szumią, generując odległe horyzonty albo wysokotonowe sprzęgi idealnie towarzyszące gitarowym / banjo podróżom – oszałamiające zderzenie barw i faktur sonicznych. Kiedy banjo przejmuje prowadzenie, zderzamy się z powolnie spiralującymi melodiami i minimalistycznymi cyklami rytmicznymi. Wszystko uzupełnione sporadycznymi uderzeniami gongu i wtedy pojawia się głos, spokojny, jakby wyciszony. Cofnięty w miksie staje się chwilowym objawieniem, rodzajem deklaracji, ale i początkiem eskalacji dźwiękowej narastającego jakby apogeum. Upust nagromadzonej energii: mroczne drony i szorstka tekstura preparowanej gitary.
Kiedy wydaje się, że skwierczący prepar zakończy tą przejażdżkę w nicość z otchłani ciszy wyłania się prawdziwe zakończenie Two moons For Eyes. Monolityczny, statyczny na pierwszy rzut oka dron budził się do życia. Jego struktura zaczyna lśnić i wibrować, rozrastać się i przebijać przez kolejne wymiary, płaszczyzny, zakątki nie znając żadnej granicy czy umiaru. Nieskończoność.
(Marek “Lokis” Nawrot Anxious Magzine)